Dlaczego nie wyrzucam kart kredytowych i mam kilka linii debetowych?

Poradniki finansów osobistych w Polsce i na świecie z reguły w pierwszym rozdziale nakazują aby pociąć karty kredytowe i wyrzucić je do kosza!

To na pewno jest dobra rada dla osób, które nie mają żadnych oszczędności i wszystko co zarobią natychmiast wydają. Ale – tak jak napisałem we wstępie do cyklu artykułów – ja w moich publikacjach pomagam inwestorom którzy mają oszczędności.

Nie można stosować zasad dla ludzi bez pieniędzy jeżeli umiemy gospodarować finansami i mamy z czego inwestować.

Dlatego moja odpowiedź na hasło „potnij karty kredytowe” jest zawsze (w tym kontekście) bardzo prosta: Co za absurdalny pomysł.

Zresztą – założę się że na 100% autorzy takich poradników (jak chociażby znany w USA Dave Ramsey) kupując np. bilety lotnicze lub hotel na promocję swojej kolejnej książki za wydatki płaci kartą kredytową …

Po co mi kilka kart kredytowych?

To daje mi i mojej rodzinie dodatkowe zabezpieczenie na okoliczność niespodziewanych wydatków. Owszem – karta kredytowa kosztuje te kilka złotych miesięcznie. Jeżeli co miesiąc spłacam ją w całości to nie generuje żadnych kosztów kredytu (krótkoterminowego). A jeżeli nagle potrzebowałbym gotówki (i nie mógł skorzystać z linii debetowych) to jest to po prostu najszybszy pieniądz.

Niestety kosztować mnie to będzie z reguł 4% prowizji od wypłaty gotówki z karty. Dlatego karty traktuję jako środki na naprawdę ‚czarną godzinę’. Oprocentowanie? Na dziś (rok 2018) to około 10% w skali roku. O niebo taniej niż chwilówki.

Mam karty z trzech instytucji. Jedna leży w szufladzie (ale jej nie zamykam – szkoda mi kolejnego limitu kredytowego). Dwie są powiązane z Miles And More (to dla mnie bardzo ważny element).

Dlatego też praktycznie wszystkie zakupy prywatne i firmowe realizuję przez karty Miles And More – zbierając dodatkowo mile, które potem mogę wykorzystać na przeloty do USA (gdzie jestem 2 razy w roku). Za 30tys bilet ekonomiczny, za 60tys mil (w promocji milowej) bilet biznes klasą – gdzie gotówką dopłaca się tylko opłaty lotniskowe (rzędu 1000-1500 zł za dwie strony). Oszczędność w klasie biznes to 6-12 tys złotych za bilet. To z nawiązką pokrywa roczne koszty takich kart.

Ale bardzo chętnie zwiększam limity – gdy tylko bank mi takie zwiększenie zaproponuje. Daleki jestem od ich wykorzystania – ale w razie czego mam natychmiast dostęp do gotówki. Z oprocentowaniem 10%, ale bez żadnych procedur kredytowych i od ręki. Gdzie spłacać mogę to w wygodnych ratach.

Ale bardziej wolę linie debetowe w kontach

Tu warunki są różne. Z reguły limit w koncie można otrzymać bez problemu. Przy większych kwotach limitu trzeba udokumentować dochody. Procedury mogą być różne. Chodzi o zasadę – jak i po co z tego korzystam.

Mam kilka takich debetów. Dwa bardzo duże – jeden to Kredyt Bezpieczny w Polbanku (o którym nagrałem video do obejrzenia na YouTube gdzie w komentarzach widać jak na takie podejście patrzą osoby bez oszczędności) – produkt niedostępny. Jakoś dziwnie zaraz po tym jak moje nagranie obejrzało kilka tysięcy osób produkt został zamknięty 🙂 Co więcej nowy właściciel przekształci ten cudowny produkt w kartę kredytową praktycznie niwelując sposób jego wykorzystania który proponowałem (to znaczy nadal można ale kosztuje to 4% od każdej wypłaty ….)

Ale pozostają dodatkowe debety w kontach m.in mBanku. Ten w mBanku pobiera co roku prowizję odnowieniową. Ale ja ją traktuję jako drobny koszt spokoju finansowego.

Jak działa taki debet w koncie czy ‚kredyt bez wypłaty środków’? Dopóki nie korzystam – nie płacę odsetek. A jeżeli korzystam to płacę odsetki tylko od pobranej kwoty debetu i tylko za okres na jaki ‚pożyczyłem’ pieniądze.

Kilka razy się bardzo przydał:

  • raz znalazła się ekipa do remontu biura – i trzeba było szybko zapłacić za ich prace
  • ponad 10 lat temu kupiłem za gotówkę samochód (bo pieniądze nie zdążyły wypłacić się z TFI a była świetna okazja – pieniądze z TFI wpłynęły po 2 dniach i zapłaciłem odsetki raptem za dwa dni)
  • na wkład własny do kredytu hipotecznego na biuro – który spłaciłem później z bieżących przychodów przez jakiś czas
  • kilka razy na okazje inwestycyjne – gdzie np. zabrakło mi do zakupu okazyjnego funduszu FIZ 20.000 i te pieniądze pożyczyłem z debetu po to aby za jakiś czas ten debet spłacić
  • i wolałbym aby tylko na takie rzeczy taki kredyt był mi potrzeby

Oczywiście jest to dla mnie zabezpieczenie na wypadek także jakichś ciężkich sytuacji. To są pieniądze dostępne od ręki, wygodne do spłacania (można spłacać same odsetki).

W ten sposób praktycznie wszystko co zarabiam za chwilę jest inwestowane. Nie muszę mieć na koncie dużych środków bieżących – innych niż te potrzebne na bieżące wydatki.

Ktoś powie: ale 2% opłaty rocznej za debet w koncie to drogo…

To zależy. Zawsze proponuję patrzeć na koszty w kontekście całości posiadanych inwestycji. To bardzo prosta matematyka.

Policzmy na okrągłych liczbach:

  • łączna kwota posiadanych inwestycji: 100.000 zł. Zarabiają średnio 9% rocznie, po opodatkowaniu 7,29%
  • debet w koncie (może to być np. 10% wartości inwestycji) na kwotę 10.000 zł. Opłata roczna 2%. Czyli 200 zł.
  • ale … jest to 2% od 10.000 a nie od 100.000 zł!
  • zysk z kwoty 100.000 to w złotówkach po opodatkowaniu 7.290 zł, minus 200 zł kosztu debetu. Razem 7,090 zł
  • czyli łączny zysk z inwestycji zmalał o0,2%. A nie o 2%

Ja te 0,2% traktuję jako koszt spokoju finansowego. I ponoszę te koszty niezależnie od wartości posiadanych inwestycji.

Szukając na rynku bankowym można znaleźć różne oferty – np. na stronie Raiffaisen Polbank widziałem jakiś czas temu ofertę takiego limitu w koncie bez opłat odnowieniowych – warto dopytać o szczegóły i sprawdzić ofertę w różnych bankach.

Stosując moje zasady stajemy się najgorszymi klientami banków 🙂 Bank nie po to tworzy linie kredytowe aby ludzie z nich nie korzystali. Bo wtedy nie zarabia.

Przy okazji uwaga na zapisy w tabelach opłat. W mBanku (stan na 2018) w regulaminie debetu na koncie firmowym jest zapis, że pobierana jest opłata procentowa za … niewykorzystaną część salda debetowego …  Na takim koncie debetu w celu niewykorzystywania debetu nie ma sensu robić…


Linia debetowa – przykład zastosowania na bardzo czarną godzinę

Załóżmy że mam linię debetową na 100.000 zł. I nagle potrzebuję kwoty 50.000 zł. Wypłacam ją sobie z kredytu. Nie mam jednak żadnych zarobków i żadnych możliwości spłat rat takiego kredytu.

  • w przeciwieństwie do zwykłego kredytu muszę spłacać tylko odsetki (a nie kapitał)
  • oczywiście to oznacza, że odsetki nie maleją i ciągle mam wysokie zobowiązanie
  • ale na pewno łatwiej spłacać tylko odsetki
  • ktoś kto potrafi oszczędzać oznacza że spełnia się w swojej dziedzinie na stanowisku pracy czy też we własnej firmie i po ustaniu nagłych problemów raczej znajdzie ponownie możliwości zarabiania

Wtedy taki większy limit rozwiązuje nam problem:

  • jeżeli wypłacę 50.000 to przy oprocentowaniu kredytu (dla łatwości obliczeń niech to będzie 12% rocznie) jest to 1% miesięcznie odsetek. Czyli 500 zł
  • ale nie mam tych 500 zł
  • w takim razie wypłacam kolejną kwotę 500 zł z limitu po to tylko aby za chwilę użyć jej do spłaty odsetek
  • moje zadłużenie rośnie (do 50500 zł)
  • ale taką operację mogę przeprowadzać przez wiele miesięcy w bardzo trudnej sytuacji

Zapewniam – jest to o wiele tańsze niż chwilówki.

Proszę pamiętać że w sytuacji gdy nie mamy dochodu bank nie da nam kredytu. I wtedy – nie mając takiego zabezpieczenia – trzeba będzie korzystać z chwilówek lub pożyczać pieniądze od znajomych i rodziny. A mając inwestycje – trzeba je będzie sprzedać na rynku wtórnym zapewne z jakimś dyskontem.

Załóżmy że nagle stajemy w sytuacji gdzie nagle nie mamy żadnych oszczędności i żadnych dochodów na spłaty rat takiego kre

Dlatego też wolę mieć większe linie debetowe.


Minusem takiego podejścia jest ograniczenie zdolności kredytowej

Jeżeli więc ktoś co chwilę bierze nowe kredyty hipoteczne lub inne zobowiązania to wtedy limity w kontach czy też karty kredytowe będą ograniczać zdolność kredytową. Zawsze można je na czas procesowania kredytu na dom/mieszkanie zamknąć a potem otworzyć ponownie.


Podsumowanie

Jeżeli nie mamy potrzeb kredytowych – polecam zastanowić się czy moje rozwiązanie nie będzie przydatne w budżecie i zapewnieniu płynności.

Dla mnie zapewnia: bezpieczeństwo, natychmiastowy dostęp do sporej gotówki, możliwość inwestowania większej kwoty w produkty inwestycyjne (nie muszę trzymać gotówki na czarną godzinę – bo inwestycje które mam kończą się z reguły co kwartał/pół roku – i mogę na te kilka miesięcy się skredytować i zarobić ostatecznie 5% zamiast 9%- gdzie alternatywą byłby zysk 0% na ROR)

Moje pomysły na zarządzanie finansami nie wszystkich muszą przekonywać. Ale warto poznać też inny punkt widzenia. Jeżeli mogę coś dodać/ zaktualizować/ rozszerzyć w poruszanych publikacjach – po prostu napisz do mnie.